Wróć do poprzedniej strony

Publikuj tam, gdzie chcesz

Jan Urbanowicz
Marketing Project Manager

Portali i serwisów społecznościowych mamy aktualnie bardzo wiele. Nawet biorąc pod uwagę tylko te większe i powszechnie znane, dalej możemy mówić, że jest ich sporo. Media społecznościowe są już niemal w każdym zakątku naszego życia, zaczynając na sferze prywatnej, a kończąc na zawodowej. Bez względu na to, czy jesteśmy bardziej, czy nieco mniej aktywni w Internecie, nie raz zastanawiamy się, gdzie powinniśmy publikować. Moja odpowiedź na to jest wbrew pozorom bardzo prosta: publikuj, co chcesz i gdzie chcesz.

publikowanie w sieci kobieta nagrywa wideo telefonem na statywie

Prawda, że to proste? Na pewno podniosą się głosy, że przecież każda platforma ma swój dominujący format, czy też rodzaj treści, więc powinniśmy się tego trzymać. Oczywiście, jest w tym nieco racji, jednak przez lata rozmaite serwisy skopiowały tak wiele rozwiązań od konkurencji, że granice między nimi się zatarły i nie są już tak wyraźnie widoczne. Niemniej, często z góry zakładamy, że pewnych treści nie powinniśmy publikować na tym konkretnym serwisie. Nie wynika to nawet z tego, że według nas bardziej pasują one na inną platformę, tylko że wręcz „nie wolno nam tego tu publikować. W tym momencie chciałoby się powiedzieć: bzdura! 

 

Formaty 

Przez kilkanaście lat, odkąd media społecznościowe zaczęły masowo wchodzić do naszej codzienności, rozmaite formaty zdobywały większą bądź mniejszą popularność. Początkowo najwięcej pojawiało się wpisów zawierających sam tekst. Z czasem, kiedy rozwinęły się smartfony, a dokładniej wbudowane w nie aparaty, na profilach zaczęły pojawiać się i dominować zdjęcia. Następny krok był w zasadzie naturalny – poszliśmy w publikacje wideo.  

Tych ostatnich mamy aktualnie najwięcej i są one wykorzystywane w wielu formatach. Zwykłe filmiki i vlogi wydają się prehistorią. Rewolucja zaczęła się od snapów na Snapchacie, czyli krótkich materiałów wideo, które można było oglądać tylko przez określony czas, a później znikały. Następnie, podobne rozwiązanie pojawiło się w postaci Stories na Instagramie – które zostało skopiowane również przez inne platformy, w tym LinkedIn. Ten ostatnio jednak ostatecznie postanowił się z tej funkcji wycofać, gdyż nie przyjęła się ona w społeczności serwisu.  

Kolejną wielką zmianą w formacie wideo okazały się niesamowicie zmontowane produkcje, ukazujące się na TikToku. Serwis jest obecnie najszybciej rozwijającą się platformą społecznościową na świecie i najpopularniejszą w wielu krajach np. w USA, gdzie pierwszy raz w historii taką popularnością może pochwalić się serwis spoza Doliny Krzemowej. Możliwość tworzenia podobnych materiałów skopiował niedawno Instagram, umożliwiając kręcenie Rolek. Na naszym Instagramie przetestowaliśmy to narzędzie. Możecie sprawdzić jakie są tego efekty. 

W międzyczasie niewiele, bo ponad rok temu, pojawił się serwis Clubhouse, który miał zwiastować ogromną rewolucję w formacie audio. Ludzie mogli spotykać się w wirtualnych pokojach i tam za pomocą aplikacji prowadzić rozmowy dźwiękowe. Ogromny wzrost popularności sprawił, że podobna funkcjonalność pojawiła się również na Twitterze. Niestety, Clubhouse i zaproponowany przez niego format, po fali wielkiego zachwytu internautów, zaczął popadać w zapomnienie. Być może nie byliśmy jeszcze na to w pełni gotowi? Jednak rosnąca popularność podcastów nie wyklucza, że formaty audio mogą w przyszłości znaczyć naprawdę bardzo dużo. Przykładowo LinkedIn ma zamiar wprowadzić narzędzie pozwalające, na tworzenie wirtualnych spotkań audio, a później nawet wideokonferencji. 

Rodzaj treści 

Jak widać, aktualnie posiadamy wiele rozmaitych formatów przekazywania treści na portalach społecznościowych. Już teraz ogranicza nas w zasadzie tylko nasza wyobraźnia i czas, jaki możemy poświęcić na przygotowanie materiałów. Jednak jak zdecydować, co umieszczać np. na Facebooku, co na LinkedIn, a co na Instagramie? O czym pisać czy mówić na każdej z tych platform?  

Co poniektórzy mogą przyjmować zasadę, że na wszystkich kanałach zamieszczają to samo. Nie jest to dobry pomysł. Jeżeli chcemy dotrzeć do większej liczby odbiorców, możemy zastanowić się nad zastosowaniem wielu formatów, by przekazać naszą treść na różne sposoby. Brak dywersyfikacji może skutkować tym, że będziemy postrzegani między innymi jako nieautentyczni i nastawieni tylko i wyłącznie na zasięgi, co w efekcie może przynieść odwrotny skutek, niż ten zamierzony. 

Dużo się słyszy o tym, że np. na LinkedIn należy mówić tylko o biznesie, na Facebooku pisać bardziej prywatnie, a Instagram czy TikTok to czysta rozrywka i medium „tylko dla młodych”. Na pewno jest w tym trochę racji, tylko że jej procent nieustannie się zmniejsza. LinkedIn jeszcze kilka lat temu był postrzegany jako „cyfrowe CV” i miejsce, gdzie rozmawia się tylko o pracy. Na szczęście się to zmienia i za sprawą publikacji mądrych i wartościowych treści serwis oraz jego użytkownicy nabierają coraz bardziej ludzkiej twarzy. Rozmawia się tu o odpowiedzialności biznesu, o psychologii czy podkreślaniu work-life balance. Tak samo Instagram — choć wielu służy jako rozrywkowe okno na świat, skupia u siebie nie tylko zwykłych influencerów, ale rozmaitych edukatorów czy aktywistów, którzy przekazują ważne treści w łatwy (i przyjemny dla oka) sposób. Czego to dowodzi? 

Jeśli masz w swojej sieci ludzi, którzy chcą Cię słuchać/czytać/oglądać, to publikuj co chcesz. Jeżeli obserwujący Twój profil uważają, że jesteś ciekawą postacią, mówisz mądrze i ciekawie, to nie będzie ich zbytnio obchodzić, czy naruszasz swoistą netykietę i o gotowaniu mówisz na LinkedIn, a działania swojej korporacji pokazujesz w wideo na TikToku. Najważniejsza jest… 

publikowanie w sieci otwarty laptop na biurku

Autentyczność 

To słowo klucz, które ma wpływ na Twój sukces w mediach społecznościowych bez względu na platformę czy wybrany format. Możesz myśleć co chcesz, ale ludzie nie są głupi. Jeśli nie będziesz autentyczny, Twoje treści nie będą spójne z tym, jaki jesteś naprawdę – oni to prędzej czy później zauważą i się od Ciebie odwrócą. Pokazały to rozmaite kryzysy wśród influencerów, kiedy to p.. osoby walczące z konsumpcjonizmem zakupowym, nagle biorą udział w kampanii reklamowej firmy odzieżowej.  

Widać to również w programach social sellingowych na LinkedIn. Każdemu, kto zaczyna współpracę z SocialCube w ramach naszego programu Connect Influence Grow, mówimy, że choć my będziemy dla niego pomocą i drogowskazem, to główna praca należy do niego. Dlaczego? Bo chodzi o autentyczność. Nie można budować swojej pozycji w mediach społecznościowych w sposób niespójny z tym, jakim się jest naprawdę. Publikuj więc co chcesz, byleby to było zgodne z Tobą.

Rób, co chcesz  

Czy zatem musimy się trzymać tych niepisanych zasad, co, gdzie publikować? Nie. Trzymajmy się regulaminów serwisów, kultury osobistej, obyczajowości i pamiętajmy, że „w internecie nic nie ginie”, dlatego zawsze bierzmy odpowiedzialność za swoje słowa. Poza tym reszta zależy od Ciebie, Twojej autentyczności, charyzmy i tego, jacy ludzie Cię obserwują. Wychodź do nich, rozmawiaj, staraj się – o ile to możliwe – dostosowywać do nich swoje treści. Wtedy to, gdzie publikujesz, nie będzie miało aż tak dużego znaczenia.